Dwanaście godzin podróży sprasowani w mikrobusie, wraz z osobistymi bagażami i stosem prowiantu przygotowanego na rejs. Dwie granice przekraczane w środku nocy i wreszcie wjeżdżamy do Rygi. (Był to sposób, by największych wilków morskich zmusić do "pojechania do Rygi"). Wyraźnie przeceniliśmy czas potrzebny na przekroczenie granic, bo do portu w Rydze docieramy o pierwszej w nocy. Wczesny ranek poświęcamy na zwiedzenie miasta w czasie, gdy poprzednia załoga szykuje nam jacht do oddania. Ciekawe stare miasto, łączące hanzeatycki układ ulic z mieszaną, często całkiem współczesną zabudową. Łotysze chyba wyzbyli się już swych antyrosyjskich nastrojów, bo bez oporów wybierają rosyjski jako język konwersacji. Wreszcie wczesnym popołudniem 7 września możemy oddać cumy i ruszyć na wody Zatoki Ryskiej. Kliknijcie wiecej... na stronie pełna relacja z rejsu oraz ciekawe zdjęcia.